Aktau do Beyneu raz jeszcze…

27 sierpnia 2012 / 17:29
5 komentarzy

Niektórzy czytają ten post pewnie tylko po to żeby sprawdzić czy to przeżyliśmy, więc od razu na początku informujemy że – TAK. I nie było tak strasznie. Znaleźliśmy sposób na ta drogę. Ale od początku…

Z Aktau wyjechaliśmy mocno zdeterminowani żeby już opuścić Kazachstan i dotrzeć do granicy z Uzbekistanem. Odjechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów za Aktau i rozbiliśmy obóz w malowniczej dolince. To był najciekawiej położony obóz jaki do tej pory rozbiliśmy. W promieniach zachodzącego słońca obserwowaliśmy w dole doliny dzikie stado koni. Było ciekawiej niż zwykle.
Po porannej kawie okazało się że brakuje jeszcze jednej śruby w stelażu moich kufrów. Byłem sfrustrowany. Dotarliśmy do mechanika w pobliskiej wiosce gdzie przy okazji zjedliśmy śniadanie w pokoju z tyłu warsztatu, gdzie na co dzień nocowała grupa młodych pracowników budowlanych z Uzbekistanu. Ruszyliśmy w drogę w dobrych nastrojach i mocno skoncentrowani. Poszło bardzo dobrze. Metoda na podziurawione skały okazał się wąski pasek żwirowego pobocza przy samej krawędzi drogi. Wciąż trochę obawialiśmy się głębokiego piachu więc te miejsca omijaliśmy.

Mniej więcej w połowie dystansu pojawił się problem z paliwem. Na szczęście w tych okolicach była wioska, a w niej jeden garaż w którym paliwo sprzedawano w 5l butelkach. Do garażu doprowadzili nas miejscowi motocykliści – będąc bardziej dosłownym to dwójka chłopaczków na czymś w rodzaju starej MZ. Głęboki piach dopadł nas dopiero przed kolejnym obozem. Obaj podnieśliśmy statystyki Gleba Challenge. Do Beyneu brakło nam ok 60km.

Dystans pokonaliśmy następnego ranka. Ostatnim etapem przed Beyneu jest budowa nowej drogi i objazdy bokiem przez piach obok nowo nakładanego asfaltu. Tam Max dołożył jedną nieprzyjemna glebę. 12km od Beyneu jechaliśmy w miarę blisko siebie, jeden za drugim. Jechałem drugi. Wjechaliśmy w dziury przykryte piachem. Nasze kierownice zaczęły tańczyć. Strasznie nieprzyjemne uczucie na początku przygody z takim podłożem ale trzeba je polubić. Nagle Max stracił kontrolę i kolejna kreska do statystyk. Szczęśliwie zostało trochę miejsca z boku więc nie odejmując gazu dążyłem do twardego podłoża. W tym momencie w słuchawce usłyszałem: „Noga!” Odpowiedziałem: „Idę!”. Usłyszałem „Szybciej!”. Sytuacja zrobiła się nieprzyjemna. Noga Maxa została nienaturalnie wykręcona pod prawym kufrem. Uniosłem motocykl. Noga na szczęście była cała ale nadciągnięta- kolejny dowód, że warto trenować!

Po całej akcji zjedliśmy obiad, umyliśmy motocykle z kurzu i piachu i pojechaliśmy w stronę granicy Uzbekistanu. Żegnaj Beyneu…

Podziel się:
Kategorie: Aktau, Beyneu, Kazachstan
 

Komentarze (5)

  1. admin

    Na budzikach 6500 km 🙂

  2. To ile km stuknęło już na budzikach?

  3. Banan

    Zaaaajebiste :))0 Czytam z wielkim zainteresowaniem 🙂 Powodzenia cłopaki!!!!

  4. TmP

    Trzymajcie się! Uzbekistan jest piękny.

  5. Cobrinha

    nieźle chłopaki… dajecie radę 🙂
    powodzenia na dalszych kilometrach dookoła świata!

Wspierają nas