Karakorum Highway – raz w życiu musisz tam pojechać

19 września 2012 / 20:34
5 komentarzy

Karakorum Highway to bez wątpienia trasa, którą każdy motocyklista powinien chociaż raz w życiu przejechać. To co tutaj zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

Kilka o słów o samej trasie…

KKH, bo tak zwana jest w skrócie Karakorum Highway , autostradą jest tylko z nazwy. W rzeczywistości jest dwupasmową, wysokogórską drogą, obecnie na wielu odcinkach remontowaną. Ciągnie się na długości ok 1300km z miejscowości Abbotabbad w Pakistanie do Kashgar w Chińskiej prowincji Xinjang, gdzie łączy się z legendarnym Jedwabnym Szlakiem. W Chinach znana jest pod nazwą Friendship Highway. Wybudowana została przez oba rządy –Chiński i Pakistański. Sama budowa trwała 20 lat i pochłonęła życie 810 robotników pakistańskich oraz 200 chińskich, którzy zginęli głownie w wyniku obsunięć gruntu i spadnięć z wysokich przepaści.

No więc jak to było od początku…

Cała zabawa zaczęła się od przełączy Khunjerab Pass na wysokości 4693m (4713m według Garmina). Od strony Chińskiej dojechaliśmy tam eleganckim asfaltem bez większych emocji. Na szczycie przełęczy przekroczyliśmy wysoką kamienną bramę. Ogarnęło nas ogromne zadowolenie. Dotarliśmy do pewnego symbolicznego punktu na całej trasie. Znaleźliśmy się tak wysoko, w zasadzie wyżej do tej pory w całym życiu nie byliśmy, i w dodatku wjechaliśmy tam na motocyklach. Czysta radość.

Za kamienną bramą od razu przywitał nas Pakistański żołnierz, wypowiedzianym z szerokim uśmiechem na twarzy, „Welcome to Pakistan!”. Poczuliśmy się od razu lepiej po całej chłodnej atmosferze w Chinach. Poczuliśmy się zaproszeni. Ten roześmiany żołnierz w dojrzałym wieku nie przystąpił jednak do kontroli paszportów czy innych pogranicznych procedur. Zdjął swój czarny służbowy beret, założył na głowę Maxa i ustawił się do zdjęcia. To było niesamowite. Bawił się równie dobrze jak my. Dało się poczuć, że jesteśmy w Pakistanie mile widziani i że będzie wesoło.

Tuż za przełęczą pożegnaliśmy się z asfaltem. Jak już wcześniej pisałem KKH okazała się być w remoncie co dostarczyło nam sporą garść dodatkowych atrakcji. Zaledwie po kilkuset metrach skierowani zostaliśmy na pierwszy objazd, który prowadził przez kamieniste zbocze góry przez które z kolei przepływał szeroki strumień. Poczuliśmy się trochę zmieszani bo przeprawy przez strumienie i górskie potoki to była zupełna nowość w naszym off-roadowym repertuarze. Marko, który przejechał jako pierwszy, stanął z boku i pokazywał pozostałym członkom grupy, w tym nam, którędy najlepiej przejechać. No więc, jak nam sugerowano w poprzednich postach, uskuteczniliśmy metodę nogi w podnóżki i gaz. Gazu trochę za dużo i przejechaliśmy najszybciej ale frajda niesamowita. Zupełnie nie przeszkadzała nam przelewająca się między palcami w butach woda.

Na całej trasie potoków było jeszcze kilka. Przed każdym czekała już z aparatami część z nas która przejechała pierwsza. Było wiadomo, że cos mogło się wydarzyć. Na szczęście nikt się nie wykąpał. Nie brakował również szutrów, błota i kamieni ale również świetnego asfaltu. Wszystko to, w połączeniu ze spektakularnym położeniem KKH, sprawiało nam ogromną frajdę. Nie obeszło się bez awarii. W motocyklu Johna (Yamaha XT660R) rozsypało się łożysko w tylnym kole i część podróży spędził „na pace” z owcami.

Późnym popołudniem dotarliśmy na punkt kontrolny w miejscowości Sost. Tutaj po raz pierwszy musieliśmy pozostawić odcinek karnetu CPD (Carnet de Passages en Douane). Cała procedurka zajęła trochę czasu ale w zupełnie innej atmosferze niż ta, do której przyzwyczaiły nas Chiny. Nie pamiętam czy pisaliśmy jakie zamieszanie i oburzenie, przy wjeździe do Chin, wywołał fakt braku numeru silnika w motocyklach BMW. Tego numeru nie ma też w karnecie CPD. Kiedy spojrzał na to Pakistański urzędnik, zapytał: „No engine numer ?”. Jose odpowiedział: „No”, na co Pakistański urzędnik zareagował po prostu śmiechem. Śmiał się w tak charakterystyczny, chichotliwy sposób, że rozbawił nas do łez. Po chwili do pokoju wszedł drugi urzędnik. Przyniósł banany i powiedział: „You must be hungry”. Rzeczywiście byliśmy bardzo głodni i zaskoczeni niezwykłą uprzejmością. W Sost postanowiliśmy spędzić noc i następnego dnia znowu ruszyć w dół Karakorum Highway…

Podziel się:
Kategorie: Karakorum Highway, Karnet CPD, Khunjerab Pass, KKH, Pakistan, Sost
 

Komentarze (5)

  1. Guerreira

    Zaufanie do tej pływającej łupinki mieliście ogromne :)))))) Powodzenia. Kciuki ciągle za Was ściskam. Lewa w górę i opór gaz!

  2. Ganimedes

    dach świata… byłam na Khardungla Pass w Indiach – te same widoki… pozostawiają w człowieku ślad na zawsze. Zazdroszczę 🙂 Też jeszcze tam wrócę 😉 Trzymam kciuki i pozdrawiam z gdańskiego Sii 🙂

  3. Czewafan

    Ale widoki! Nawet nie wiecie jak wam zazdroszczę. Lewa w górę!

  4. 027

    Jesteście the best !!!!! Trzymajcie się cieplutko. Pozdrawiamy. Grodziszczanie.

  5. Patriszia

    Chłopaki kurde, co Wy odpier****iście za akcję z tym wyjazdem to ja nie mam pytań.. Gratuluję i cieszę się razem z Wami!!! Pozdro600:)

Wspierają nas