Powrót z Ladakh

10 listopada 2012 / 05:13
2 komentarze

Podekscytowani pokonaniem trasy Manali –Leh, wiedzieliśmy że w drodze powrotnej musimy trochę przyspieszyć, przez wzgląd na kolejna wiszącą nad nami datą – wysyłką motocykli z Kathmandu do Bangkoku. Niestety nic nie zmieniło się w polityce turystycznej dotyczącej Tybetu i niestety nie byliśmy tam w stanie wjechać.

Tak więc powrót z Ladakh to rajd do Nepalu. Cały odcinek można podzielić na 3 etapy: pierwszy jeszcze górski, drugi najdłuższy ale autostradą oraz ostatni już po nizinnych drogach lokalnych do granicy z Nepalem. Taka pętla, jaką możecie obserwować od jakiegoś czasu na mapce, zajęła nam 6 dni. Pomimo że odcinek miał charakter „dojazdowy” to nudno nie było.

Rozpoczęliśmy od mocno zimnego dnia. Jak się potem okazało tego dnia na przełęczy Khardung La spadł śnieg. Wieczorem, kiedy dotarliśmy na pierwszy nocleg, musieliśmy przeprowadzić kilka poważnych rozmów z osobnikami z hotelu, aby w końcu spod prysznica poleciała chociaż lekko ciepła woda. Tego wieczora chyba trafiliśmy na jakieś święto i poznaliśmy lokalne zwyczaje odpalania fajerwerków – prosto w ludzi. Refleks był niezbędny aby w tej zabawie uczestniczyć.

Kolejnego dnia pogoda już dopisywała i było dużo przyjemniej. Max (poniosła go sportowa fantazja) zaliczył ślizg na jednym z zakrętów i tym sposobem odciążyliśmy bagaż o drugą zapasową klamkę hamulca. Poza tym ucierpiała jeszcze trochę przednia szyba i osłona lampy. Tego dnia dotarliśmy do Srinagar, gdzie dwaj miejscowi młodzieńcy zaciekawieni motocyklami szybko wskazali nam tani nocleg. Mimo że był tuż przy cmentarzu, w nocy nie straszyło a o świcie obudziły nas odgłosy modlitwy z pobliskiego meczetu. Musicie być na to gotowi zapuszczając się w te rejony.

Srinagar to w zasadzie koniec górskiego etapu i pozostało tylko dojechać do Jammu gdzie zaczynała się autostrada. Droga do Jammu biegnie przez wrażliwy region tuz przy granicy z Pakistanem. To powód bardzo wzmożonego ruchu wojskowych. Tego dnia chyba była jakaś kulminacja. W zasadzie to wyglądało to jak droga przed Manali. Sznury samochodów ciężarowych w dwie strony. Co chwile korek bo któraś się popsuła lub złapała kapcia. Nawet mniejszymi motorami od naszych nie wszyscy zdołali się przecisnąć. Niejednokrotnie staliśmy kilkanaście minut w pełnym słońcu. W jednym z takich korków poznaliśmy Indyjskiego motocyklistę również wracającego z Leh na KTM Duke 200. Na imię miał Niranjan, a w skrócie Ninja. Ninja skończył studia, nie bardzo chciał jeszcze pracować więc sobie jeździł. Spotkaliśmy się ponowie tego dnia jeszcze raz wieczorem w restauracji przy drodze i od tamtej pory Ninja jechał z nami.

Z Jammu do Ambala było do pokonania ok 400km po indyjskiej autostradzie. Na początku tego odcinka mieliśmy się rozstać na naszym indyjskim przyjacielem ale tak mu się spodobała nasz akacja że postanowił jechać z nami do Nepalu. Taka więc w trójkę razem z Ninją rozpoczęliśmy rajd przez indyjską autostradę. Jak więc wygląda indyjska autostrada i na co należy uważać ? O tym w punktach, dla tych z Was którzy chcą to przeżyć sami:

  • Ludzie śpią na pasie zieleni często tuż przy krawędzi drogi
  • Człowiek-staruszek na tym samym pasie zieleni wypasa jedną krowę, którą trzyma na smyczy jak psa czytając w międzyczasie gazetę
  • Kierowcy samochodów maja poskładane boczne lusterka – nikt ich nie używa
  • Samochody i motocykle z bocznych ulic po prostu wyjeżdżają i automatycznie włączają się do ruchu bez patrzenia do tyłu
  • Na skrzyżowaniach panuje po prostu kocioł, nie ma pierwszeństwa przejazdu, wjeżdża się „na trąbie”
  • Na jezdni leżą często potrącone przez samochody zwierzęta
  • Zepsute ciężarówki kierowcy obkładają gałęziami a przed rozrzucają kamienie, które stosują zamiast trójkąta ostrzegawczego
  • Nie ma Policji

Jak więc widzicie czysty fun no ale udało się i dotarliśmy do Ambala w jednym kawałku. Ostatni etap do granicy to znowu huśtawka nastrojów. Autostrada się skończyła, droga była dwupasmowa więc rozpoczęło się spychanie do rowów i wyjeżdżanie na czołowe zderzenie głównie przez autobusy – normalka. W miarę zbliżania do granicy sytuacja się uspokajała. To był dobry znak. Zmieniła się roślinność, przez drogę zaczęły przebiegać ciekawskie małpy. Było fajnie. Wtedy tez stanęliśmy na tankowanie, gdzie pewien Pan na koniec kolejnego dnia przygód, zafascynowany motocyklami, przelał mi bak.

Po kilku zróżnicowanych dniach dotarliśmy do granicy z Nepalem, o czym w następnym odcinku…

Podziel się:
Kategorie: Ambala, Indie, Jammu, Ladakh, Leh, Srinagar
 

Komentarze (2)

  1. Endriu

    Neptun ( na ostatnim zdjęciu ) jest zarąbisty. Nie tak sobie go wyobrażałem, no ale życie cały czas zaskakuje 🙂 . Górzyste slalomy też wyglądają „na dostarczające wielu wrażeń”. Lewa w górę.

  2. 027

    Pozdrowionka !!!!!!

Wspierają nas